Co wiedzą kobiety
Nie tak dawno, ponieważ tuż przed świętami, moja żona błagała mnie abym na szybko poszukał jej niedaleko salon kosmetyczny, dlatego że miała ochotę się „poprawić” na zabawę. W mojej opinii takie zabiegi ani nie są niezbędne jej urodzie, ani tym bardziej mojemu rachunkowi w banku, mimo to jako płeć „silniejsza” malutko mam do powiedzenia w naszym gospodarstwie domowym, w związku z tym potulnie włączyłem kompa i wyszukiwarkę internetową.
Odnalezienie salonu było banalne, ale znalezienie czy robią w nim to co moja druga połówka chciała żebym znalazł już tak.
Ależ było moje zdziwienie, jak zobaczyłem te wszystkie nieznane mi nazwy zabiegów. W oczach zaczęło mi się mienić, mózg wyparował a moja ufność w dobrą wiedzę ogólną stopniała jak śnieg za oknem.
Peeling kawitacyjny, mikrodermabrazja, mezoterapia bezigłowa – z tego wszystkiego skojarzyłem jedynie igłę, oczywiście nienajprzyjemniej.
Odnalezione na stronie zwykłego przedłużenia rzęs (chociaż jak zauważyłem jej rzęsy łaskoczą mnie w czoło gdy z nią rozmawiam) zabrało dobrych kilka chwil.
Jak już wszystkiego się dowiedziałem i powiedziałem małżonce dobre wiadomości postanowiłem trochę pogłębić tą całą magiczną wiedzę, wcześniej sprawdzając ją na wyrywki „czy powiesz mi co znaczy …” itd. Wiedziała wszystko, co podziałało na moją dumę jak płachta na byka, bo przecież nie będę głupszy niż baba.
Na razie z tej całej wiedzy przydał mi się zaledwie makijaż permanentny, bo gdy spożywałem posiłek w na przeciw telepatora zgadłem dobrą odpowiedź na pytanie z jednego z teleturnieju „na jak długo ten makijaż mógłby się utrzymać”. Tylko czy ta mądrość jest mi wogóle do czegoś przydatna? Żona twierdzi że na pewno, bo chce mnie oddelegować do „Milionerów” żebym przed następną imprezą nie płakał że mój portfel stał się tak chudy że nie mogę go nigdzie odnaleźć…