Jak ma polski raper

Natknąłem się na teorię, która stanowi, że postępowanie kibiców podczas spotkań piłkarskich perfekcyjnie odbija kondycję przeważające w regionie, z którego ci fani pochodzą. I trudno się z tym nie zgodzić. Uważam, iż tak samo sprawa się ma, jeśli chodzi o polskich hip-hopowców i videa, które nakręcają do swoich utworów. Bez wątpienia, iż górują w nich pieniądze. Hip-hopowcy śpiewają o tym jak kochają nimi szastać, jak bezproblemowo idzie im ich przelewanie, iż nie odkładają ich ani na alkohol, ani kobiety ani tym bardziej narkotyki. Nurtem głównym z reguły jest zarabianie kasy. Że przychodzi im to jak ręką odjął, iż nie muszą obawiać się o jutro, że mamona to ostatnia kwestia, o którą się martwią. Tylko głupcy mogą pomyśleć, że nasz krajowy raper w istocie ma tak dobrze. W naszym kraju status platynowej płyty zdobywa singiel, który rozszedł się w tylko 20 tysiącach sztuk, kwot za tantiemy także nie ma zbyt wielu, gdyż polskie radia rzadko grają czarną muzykę. W rymach polskich pseudo-raperów wiele zatem hipokryzji, ubarwiania i chwalenia się. Prawda jest taka, iż mężczyźni którzy każdego wieczoru wylegują się na trawie przed blokiem i raz na jakiś czas nagrają kawałek i wpuszczą go na youtube’a, mogą ledwie pomarzyć o żywocie zagranicznych hip-hopowców dostających miliony dolarów rokrocznie. A i im w inkasowaniu pieniędzy znacznie uniemożliwił ostatnio krach giełdowy. Wszak w teledyskach zaczęli płacić… jednodolarówkami.