Schody tematem anegdot

Pracowałem jak byłem młody przez chwilę jako pośrednik handlowy. Pamiętam tamten czas niezmiernie dobrze, ponieważ to są rozmowy z ciekawymi klientami, zwykle nienormowany czas pracowania i bardzo dobre przychody. Czasem słyszałem od klientów że mam predyspozycję do tego zawodu ponieważ przyzwoicie się ze mną rozmawia a to fundament przy spotkaniach sprzedażowych. Czasem spotykałem się też ze zdaniem, że pewnie potrafiłbym sprzedawać wszystko, nawet bez pojęcia czym handluję.

Ta przedmowa nie jest w żadnym wypadku próbą wychwalania mojej osoby, tylko punktem odniesienia do opowieści którą sprzedała mi ma żona po powrocie kilka dni temu z pracy. Z racji swojego edukacji i wykonywanej pracy architekta ma spotkania z przedstawicielami firm wykonawczych, którzy chcą przekabacić ją do wstawiania ich odpowiednich komponentów w jej projektach.

Z tego powodu odwiedził ich w firmie pracownik firmy wykonującej schody. Stwierdziła, że już dawno tak ciężko nie odbywała się żadna z jej rozmów, z tego powodu, że ten pan wyglądał na mocno onieśmielonego – to znaczy moja totalna odwrotność. Miał jednak coś, co doprowadziło do tego że jest tym z kilku, jakim udało się ją nakłonić do schodów ich firmy. Co ją urobiło? Otóż nieograniczona wiedza jaką posiadał odnośnie do schodów. Od cyklu wykonawczego po ograniczenia wynikające z prawa budowlanego.

Zacząłem się więc pytać co jest ważniejsze – gadana czy wiedza – i postanowiłem się z nim umówić na jakieś piwo. W rzeczywistości schody to jego mania, może o nich mówić całymi godzinami. Nie tylko o technice, ale przytoczył również sporo śmiesznych anegdot ze schodami w tle i generalnie niesłychanie mnie tym rozbawił.

Ponieważ zrobił na mnie wrażenie zupełnie przeciwne od tego przedstawionego przez mą małżonkę, na odchodne zapytałem go o to czemu na swojej prezentacji był tak nieśmiały. Wyszło na to, że jest przedstawicielem doskonałym, czyli ma i gadanę i wiedzę, ale powab mojej żony tak go onieśmielił. I w ten sposób zauroczył też mnie.